O mnie

      Należę do rodziny ,w której kobiety,począwszy od Prababci pochodzącej z kozackiej rodziny z Ukrainy ,potrafią m.in. jasnowidzieć na jawie i we śnie i kontaktować się z duchami . Od dzieciństwa żyję w kulcie Prababci, jej zdolności i naszego pochodzenia. Łapczywie  czytałam "Nad Niemnem" Orzeszkowej i "Czahary" Rodziewiczówny,aby choć trochę zagłuszyć tęsknotę za moją kolebką.To wszystko sprawiło ,że moja osobowość jest nie dzisiejsza,romantycznie staroświecka.To jeszcze czasem widuje się u ludzi z Kresów.Tego typu wrażliwość.

Żadna z nas nigdy nie uczyła się sztuk magicznych.To przychodzi samo z siebie.Prawie na pewno nasze zdolności są "prezentem" od skośnookich Szamanów z Wielkiego Stepu. Bez trudu można ich ujrzeć w rysach całej mojej rodziny ze strony Matki i moich.

Poza tym jestem numerologiczną jedenastką . Duchowość,kontakt z Czwartym Wymiarem są więc moim przeznaczeniem.Mogę wróżyć ludziom,ale nie z nastawieniem na zarobek,a w celu raczej pomocy. Doświadczenie i wrażliwość na pewne sprawy zdobyte w pracy opiekunki osób starszych i chorych przydają się również w tym zawodzie.Różnię się trochę od większości osób wróżących,ponieważ nie wydłużam rozmowy w celu nabicia kasy.Nie mogę tego robić,ponieważ właśnie jako "11-stce",nie wolno czuć w tej pracy chciwości na kasę ,inaczej będzie żyć w biedzie.Jeśli rozmawiam długo,to np.dlatego ,żeby dodać ludziom siły,wiary w siebie...Lub po to ,żeby przekonać ich ,że nie mieli powodu do mnie dzwonić.Lub po to,aby ....umówić się z ze starszą Panią,że dam w jej imeniu ogłoszenie.To jest mój oryginalny styl.Człowiek  fałszywy i chciwy nigdy nie zdoła być taki do ludzi.Sztucznie nie da się osiągnąć takich relacji.Trzeba mieć czyste serce.Mnie ono zawsze wystarczyło.Nie potrzebowałam szkół....Myślę nawet ,że pójście na kurs magii by mnie  spaczyło.Uczono by mnie pewno tarota,którego nie lubię.Syntetycznej psychologii.Może niektórym to pomaga.Moim przeznaczeniem nie było wtopić się w szarą masę medialnych tarocistów i tarocistek.Bez obrazy dla niektórych z nich... Po prostu nie udałoby mi się wtedy zyskać swojego stylu.

Już jako 6-7 latka  znajdowałam błyskawicznie zgubione przedmioty,na których mi w danej chwili zależało.Jako 12 latka  przewidywałam   zdarzenia. Potrafiłam z zamkniętymi oczyma odgadnąć kolory przedmiotów leżących na stole.Potem   doszła telepatia,jasnosłyszenie i kontakt ze zmarłymi. Poważnie  do  mojego daru  podeszłam po  wizycie u znanej wróżki-tarocistki i chiromantki,która go wyczuła i poradziła wykorzystać dla ludzi.Wróżę więc już   10  lat  z   Run i  kamieni  wróżebnych. Nie znam  tych  wszystkich   fikuśnych    technik przewidywania przyszłości .Posiłkuję się pomocą Run tylko dlatego,że można je było wykonać z kamieni,które kocham pod każdą postacią.  Znalazłam  je  na dzikim i czystym brzegu Wisły.Więc są dzikie i nieoszlifowane do końca,jak ja- czarownica z jakiejś odległej wioski na Kresach....

Poza tym Runy czytały i pisały skandynawskie wiedźmy.Reszta technik jest i będzie dla mnie obca,bo została stworzona przez  magów - alchemików na usługach władców -mężczyzn.Czarownice przez wieki korzystały wyłącznie z magii Księżyca i wrodzonych zdolności prekognicji itp.Były spadkobierczyniami Kapłanek Wielkiej Bogini,które wróżyły i przewodziły ludzkości.Żyjąc w zgodzie z rytmami Natury,prosiły JĄ o pomoc.Czyli wodę,ogień,kamienie...  

Jestem prostą kobietą,tak jak tamte.I tak jak tamte,nie chcę korzystać z męskich symboli.Ale prostota oczywiście nie oznacza braku rozwoju.Z tymże rozwój to nie zaliczanie kursów i dyplomów dla nich samych.Chodzi o WIEDZĘ.Nie tą syntetyczną,akademicką....Tylką tą ,która nas zbliża do bycia świetlistymi istotami ,a nie surową materią....

Także zajmowanie się wróżeniem ,ezoteryką, NIE zawsze RÓWNA się rozwojowi duchowemu.Jest on tylko wtedy,kiedy ktoś chce rozwijać swój POTENCJAŁ duchowy.Czy to przejawiający się w widzeniu Ukrytego przed oczami innych ludzi ,czy przejawiający się kontaktem z Kosmiczną Energią.Jeśli ktoś ma takie talenty i ich nie okiełzna,nie ukierunkuje ,czy to świadomą medytacją nad wyrocznią,czy to nauką pobraną od kogoś,może zrobić krzywdę .Albo jako przypadkowa osoba wróżąca, albo jako niedouczony naturoterapeuta "z ulicy"....

   Swoją   karierę  zaczęłam od  imprez związanych  z propagowaniem historii ożywionej. Tytuł "czarownica" zyskałam zanim zajęłam się wróżeniem.Zostałam tak nazwana przez młodego mężczyznę ,któremu przewidywaniem i swoją  sugestią  znokautowałam  zamiary  zgwałcenia nastoletniej dziewczyny na "randce" ( randka nie oznacza ,że kobieta na pewno "ma chęć"...).Bardzo się z tego cieszę,jak się nietrudno domyśleć.

Również nie mogę zapomnieć ,jak ok 8 lat temu ,parę miesięcy po wróżbie podeszła do mnie na ulicy moja była klientka i podziękowała za pomoc w trudnej sprawie prywatnej.A ja zrozumiałam, dla jak potężnych Mocy stojących za moimi Runami jestem naczyniem.....

Zajmuję się też propagowaniem praw kobiet.Przez dwa lata należałam do  Partii Kobiet.Jednak wystąpiłam z niej,aby całkowicie oddać się Magii.Dzięki wiedzy tam zdobytej mogę jeszcze lepiej pomagać kobietom w ich problemach.Mój tytuł łączy się też z feminizmem.Kobiety nazywane czarownicami były niezależne, często nie chciały nawet wychodzić za mąż.Właśnie dlatego próbowano je okrutnie łamać zboczonymi torturami.Za ich siłę. Patrz Przemoc link do feminoteki.Ja również nie daję się łamać różnym mężczyznom w życiu.

"Mężczyźnie możesz oddać ciało,serce,a nawet życie.Ale nigdy nie oddawaj mu swojej

siły...." 

Ogólnie moje życie z magią wygladało tak,że prawie wszystkiego sama się uczyłam.Etapami:

- jako dziecko sama nieświadomie ćwiczyłam intuicję,

-  zaczęłam wróżyć,być może już na początku dobrze to robiłam,ale niewielu klientów mi mówiło,czy coś się sprawdza.W każdym razie miałam znakomity kontakt z Runami. Potem miałam kilkuletnią przerwę ze wzgledu na złe doświadczenia z dwiema klientkami i z powodu spraw osobistych,

- następnie poznałam kamienie -ok.roku uczyłam się dogadywać z nimi i tego jaki ich zestaw jest dla mnie najbliższy.W końcu mam jedyny,wyjątkowy dla mnie.

- w roku '16  zajęłam się medytacją z ogniem,ćwiczeniami oddechowymi Tai Chi i Huny na podniesienie poziomu  Energii Życiowej  i pobranie tej  z Kosmosu.Także ćwiczeniami samouzdrowienia i przekazu energii.Skutkiem tego sama doszłam do  części wiedzy jakiej uczą bioenergoterapeutów.Ale żeby nikogo nie skrzywdzić sięgnęłam po wiedzę do kogoś mądrzejszego ode mnie,
-głębsza medytacja z kamieniami i nauka o energii była też skutkiem rad jakie mi dały dwie inne wróżbitki- wiedźmy.

- ostatnio studiuję dokładniej informacje o Wiedźmach,Znachorkach i Szeptuchach.

- studiuję " Dłonie pełne Światła  .Podręcznik uzdrawiania energią "  Barbary Ann Brennan.Światowy bestseller medycyny niekonwencjonalnej uznany za najważniejszy podręcznik bioenergoterapii.Autorka jest światowej sławy psychoterapeutką i uzdrowicielką ,fizykiem pracującym dla NASA.Dzięki tej skarbnicy wiedzy,wiem już ,co się dzieje podczas toczenia jajem.Być może,ale nie chcę się przechwalać, miałam też zawsze predyspozycje do energoterapii,ponieważ polega ona też na wyciąganiu złych energii z ciała,a jajko jest tylko bezpiecznikiem między terapeutą a pacjentem.Więc nieświadomie stosowałam energoterapię.Bez szkół,nauki.Intuicyjnie...Ale,choć czarownicą mogę się już nazwać ,bo "czaruję" ,nie ośmieliłabym się nazwać Wiedźmą.Jestem na drodze ku Wiedzy.Nie na jej końcu.Jest śmieszne jak "Wiedźma" mówią czy piszą lub pozwalają pisać o sobie,kobiety nie mające jeszcze 30 stki,bądź 40 stki....Trzeba lat nauki ,nie wystarczą  kursy.Pani Barbara pisze,że uczyła się latami o energii.Dopiero niedawno uznano ją za autorytet.A ma 77 lat....Parę na krzyż sukcesów nie nobilituje do nazywania się bioenergoterapeutą.

  Rozwój osobisty i/czy duchowy powinien iść także w parze ze świadomością.Ziemi-planety,Gai -ducha Matki Ziemi i godności naszych krewnych naczelnych oraz innych stworzeń.Co za tym idzie ,osoby przypisujące sobie rozwój i duchowość lub naprawdę chcące wejść na drogę oświecenia,nie powinny spożywać ciał innych żywych istot.To jest "brudne" .Co niniejszym uskuteczniam od jakiegoś czasu.Jeśli ktoś się rozwija duchowo musi wiedzieć ,jakie cierpienie stoi za jego mięsnymi posiłkami.Te "posiłki" mają uczucia,kochają swoje dzieci,matki,tęsknią,boją się.....wali im serce ze strachu przed śmiercią,są kopane i szarpane.Siłą ciągnięte na śmierć.Rzucane na ziemię .....Spójrzcie im w oczy,nie odwracajcie wzroku.Jest tyle zamienników roślinnych.Soja to tylko początek.Buraki mają w sobie więcej żelaza niż krew zwierząt,wapń przypisany tylko do nabiału jest także w soi,w brukselce,brokułach.Poza tym tłuszcze zwierzęce skracają życie.A warzywa i owoce wydłużają,zabezpieczają przed wieloma schorzeniami.Kwasy omega 3 można znaleźć w oleju lnianym-nie tylko w rybach ,jajkach ("zerówkach" oczywiście ).