O mnie

      Należę do rodziny ,w której kobiety,począwszy od Prababci pochodzącej z kozackiej rodziny z Ukrainy ,potrafią m.in. jasnowidzieć na jawie i we śnie i kontaktować się z duchami.Mamy silną intuicję.Nasza wspólna Przodkini- Prababcia kładła karty klasyczne.Robiła to intuicyjnie,bez szkół,kursów ,których przecież na początku XX wieku nie było,naturalnie.Obserwując tylko stare ukraińskie wiedźmy.Jej rozkłady kart przypominały te cygańskie.Prababcia uczyła  wróżyć swoje córki.A one-moje Babcie ( rodzona i jej siostra ,którą też nazywałam babcią ) uczyły tej sztuki moją mamę.Mama  we wczesnej młodości miała okazję "doszkalać się " u Cyganek z Taborów przybywających do jej rodzinnego miasta .I ważna rzecz- nie ma czegoś takiego jak "karty cygańskie" z ich jakąś wymyśloną symboliką.To bujda (jak np."wyrocznia słowiańska" w postaci kart) .Po prostu wróżą z kart klasycznych.Mają tylko swoje oryginalne układy.

Mnie  zrządzeniem losu  długo nie dane było poznać tej sztuki.... Jednak w toku potrzeby rozwoju umiejętności,tak koniecznej do  tej pracy z ludźmi,którą teraz wykonuję ,okazało się ,że Przeznaczenie zawsze nas dosięgnie.....

Od dzieciństwa żyję w kulcie Prababci, jej zdolności i naszego pochodzenia.Niestety umarła jak miałam trzy latka,więc nawet Jej nie pamiętam. Łapczywie  czytałam "Nad Niemnem" Orzeszkowej i "Czahary" Rodziewiczówny,aby choć trochę zagłuszyć tęsknotę za moją kolebką.To wszystko sprawiło ,że moja osobowość jest nie dzisiejsza,romantycznie staroświecka.To jeszcze czasem widuje się u ludzi z Kresów.Tego typu mentalność.

Prawie na pewno nasze zdolności są "prezentem" od skośnookich Szamanów z Wielkiego Stepu. Można ich jeszcze ujrzeć w rysach moich i całej prawie rodziny ze strony Matki.Nie wiem,czy poza Prababcią ,wcześniej  zdarzały się jakieś wiedźmy w Rodzinie. Ale widzenie,słyszenie duchów,predyzpozycje do uzdrawiania,zdolnośc do jasnowidzenia,intuicja  bardziej właśnie były talentami szamanek z ludów  tzw.dzikich .Wyjaśnienie: szamanizm-pierwotne kapłaństwo były najpierw oczywiscie (!) domeną kobiet.Potem mogli tego doświadczać tylko mężczyźni bardzo.. hmmm,kobiecy.Mający dużo hormonu dającego intuicję,o czym piszę w O Magii i kobietach.Musieli nosić damskie szaty.Dziś pozostałością tego są.....ubiory kapłanów każdej męskiej (he,he) "religii" ( bo: "My ,kobiety ,jesteśmy starsze niż wszystkie religie Świata"-Matka Natura).I ja wątpie w tych dzisiejszych szamanów -wróżów.Poza małą szansą na posiadanie prawdziwie kobiecej intuicji,musieliby przejść także granicę śmierci klinicznej,co jest raczej nie możliwe.Zresztą to tyczy i kobiet nazywających się szamankami.Wątpię ,że któraś z tych osób przeszła takie próby,aby zyskać duchowych przewodników.Dlatego piszę  o sobie : prawie ..na pewno.I "być może" niżej...  Bo nie przeszłam tych prób i mam tylko przesłanki na podstawie talentów i genów.                                  

Być może właśnie dzięki temu w jakimś momencie dzieciństwa zapragnęłam, aby doświadczać w życiu kontaktu z szeroko pojętym czwartym wymiarem. Nie umialam sobie wtedy dokładnie określić,  o co mi chodzi. Po prostu marzyłam o magicznych doznaniach. Powoli zaczęło się to spełniać.... Już jako 6-7 latka  znajdowałam błyskawicznie zgubione przedmioty,na których mi w danej chwili zależało.Jako 12 latka  przewidywałam   zdarzenia. Potrafiłam z zamkniętymi oczyma odgadnąć kolory przedmiotów leżących na stole.Potem   doszła telepatia,jasnosłyszenie i kontakt ze zmarłymi. Poważnie  do  mojego daru  podeszłam po  wizycie u znanej wróżki,która go wyczuła i poradziła wykorzystać dla ludzi.Wróżę więc już  od 2007 roku. Zaczęłam od Run.Tylko dlatego,że można je było wykonać z kamieni,które kocham pod każdą postacią.  Znalazłam  je  na dzikim i czystym brzegu Wisły.Więc są dzikie i nieoszlifowane do końca,jak ja- czarownica z jakiejś odległej wioski na Kresach....

Poza tym Runy czytały i pisały skandynawskie wiedźmy.Tarot mnie nie interesuje ,bo  jego symbolika została stworzona przez  magów - alchemików na usługach władców -mężczyzn.Czarownice przez wieki korzystały wyłącznie z magii Księżyca i wrodzonych zdolności prekognicji itp.Były spadkobierczyniami Kapłanek Wielkiej Bogini,które wróżyły i przewodziły ludzkości.Żyjąc w zgodzie z rytmami Natury,prosiły JĄ o pomoc.Czyli wodę,ogień,kamienie...  Patrz O Magii i kobietach

Jestem prostą kobietą,tak jak tamte.I tak jak tamte,nie chcę korzystać z męskich symboli.Ale prostota oczywiście nie oznacza braku rozwoju.Z tymże rozwój to nie zaliczanie kursów i dyplomów dla nich samych.Chodzi o WIEDZĘ.Nie tą syntetyczną,akademicką....Tylką tą ,która nas zbliża do bycia świetlistymi istotami ,a nie surową materią....

Także zajmowanie się wróżeniem ,ezoteryką, NIE zawsze RÓWNA się rozwojowi duchowemu.Jest on tylko wtedy,kiedy ktoś chce rozwijać swój POTENCJAŁ duchowy.Czy to przejawiający się w widzeniu Ukrytego przed oczami innych ludzi ,czy przejawiający się kontaktem z Kosmiczną Energią.Jeśli ktoś ma takie talenty i ich nie okiełzna,nie ukierunkuje ,czy to świadomą medytacją nad wyrocznią,czy to nauką pobraną od kogoś,może zrobić krzywdę .Albo jako przypadkowa osoba wróżąca, albo jako niedouczony naturoterapeuta "z ulicy"....

   Swoją   karierę  zaczęłam od  imprez związanych  z propagowaniem historii ożywionej. Tytuł "czarownica" zyskałam zanim zajęłam się wróżeniem.Zostałam tak nazwana przez młodego mężczyznę ,któremu przewidywaniem i swoją  sugestią  znokautowałam  zamiary  zgwałcenia nastoletniej dziewczyny na "randce" ( randka nie oznacza ,że kobieta na pewno "ma chęć"...).Bardzo się z tego cieszę,jak się nietrudno domyśleć.Więcej o tym w Duchy ,szamani,sny.. - w "Nauka pewności siebie".

Również nie mogę zapomnieć ,jak kiedyś , parę miesięcy po wróżbie podeszła do mnie na ulicy moja była klientka i podziękowała za pomoc w trudnej sprawie prywatnej.A ja zrozumiałam, dla jak potężnych Mocy stojących za moimi Runami jestem naczyniem.....

Zajmuję się też propagowaniem praw kobiet.Przez dwa lata należałam do  Partii Kobiet.Jednak wystąpiłam z niej,aby całkowicie oddać się Magii.Dzięki wiedzy tam zdobytej mogę jeszcze lepiej pomagać kobietom w ich problemach.Mój tytuł łączy się też z feminizmem.Kobiety nazywane czarownicami były niezależne, często nie chciały nawet wychodzić za mąż.Właśnie dlatego próbowano je okrutnie łamać zboczonymi torturami.Za ich siłę. Patrz Przemoc -> Feminizm link do feminoteki,starsze wpisy.Ja również nie daję się łamać różnym mężczyznom w życiu.

"Mężczyźnie możesz oddać ciało,serce,a nawet życie.Ale nigdy nie oddawaj mu swojej

siły...." 

Ogólnie moje życie z magią wygladało tak,że prawie wszystkiego sama się uczyłam.Etapami:

- jako dziecko sama nieświadomie ćwiczyłam intuicję,

-  zaczęłam wróżyć,być może już na początku dobrze to robiłam,ale niewielu klientów mi mówiło,czy coś się sprawdza.W każdym razie miałam znakomity kontakt z Runami. Potem miałam kilkuletnią przerwę ze wzgledu na złe doświadczenia z dwiema klientkami i z powodu spraw osobistych,

- następnie poznałam kamienie -ok.roku uczyłam się dogadywać z nimi i tego jaki ich zestaw jest dla mnie najbliższy.W końcu mam jedyny,wyjątkowy dla mnie.

- w roku '16  zajęłam się medytacją z ogniem,ćwiczeniami oddechowymi Tai Chi i Huny na podniesienie poziomu  Energii Życiowej  i pobranie tej  z Kosmosu.Także ćwiczeniami samouzdrowienia i przekazu energii.Skutkiem tego sama doszłam do  części wiedzy jakiej uczą bioenergoterapeutów.Ale żeby nikogo nie skrzywdzić sięgnęłam po wiedzę do kogoś mądrzejszego ode mnie,
-głębsza medytacja z kamieniami i nauka o energii była też skutkiem rad jakie mi dały dwie inne wróżbitki- wiedźmy.

- ostatnio studiuję dokładniej informacje o Wiedźmach,Znachorkach i Szeptuchach.

- studiuję " Dłonie pełne Światła  .Podręcznik uzdrawiania energią "  Barbary Ann Brennan.Światowy bestseller medycyny niekonwencjonalnej uznany za najważniejszy podręcznik bioenergoterapii.Autorka jest światowej sławy psychoterapeutką i uzdrowicielką ,fizykiem pracującym dla NASA.Dzięki tej skarbnicy wiedzy,wiem już ,co się dzieje podczas toczenia jajem.Być może,ale nie chcę się przechwalać, miałam też zawsze predyspozycje do energoterapii,ponieważ polega ona też na wyciąganiu złych energii z ciała,a jajko jest tylko bezpiecznikiem między terapeutą a pacjentem.Więc nieświadomie stosowałam energoterapię.Bez szkół,nauki.Intuicyjnie...Ale,choć czarownicą mogę się już nazwać ,bo "czaruję" ,nie ośmieliłabym się nazwać Wiedźmą.Jestem na drodze ku Wiedzy.Nie na jej końcu.Jest śmieszne jak "Wiedźma" mówią czy piszą lub pozwalają pisać o sobie,kobiety nie mające jeszcze 30 stki,bądź 40 stki....Trzeba lat nauki ,nie wystarczą  kursy.Pani Barbara pisze,że uczyła się latami o energii.Dopiero niedawno uznano ją za autorytet.A ma 77 lat....Parę na krzyż sukcesów nie nobilituje do nazywania się bioenergoterapeutą. Nie kusi mnie uleganie " bazarowej modzie" na bycie wiedźmą,  " ezoterionem" i na trzepanie na lewo i prawo jęzorem jaką to jestem strasznie mistrzowska jedenastką. Każdy się tym przechwala ,a to droga pychy i chciwości. Tak. Pisałam o tym kiedyś,  że jestem 11 stka. Ale przeczytałam dokładnie, , o co chodzi i. I wolę nie mieć nic wspólnego z pustą sławą,  pychą,  chciwością. Bliższa zawsze mi była skromność. Wręcz nieśmiałosc.Bardziej troszczylam się o innych niż o siebie....

  Rozwój osobisty i/czy duchowy powinien iść także w parze ze świadomością.Ziemi-planety,Gai -ducha Matki Ziemi i godności naszych krewnych naczelnych oraz innych stworzeń.Co za tym idzie ,osoby przypisujące sobie rozwój i duchowość lub naprawdę chcące wejść na drogę oświecenia,nie powinny spożywać ciał innych żywych istot.To jest "brudne" .Co niniejszym uskuteczniam od jakiegoś czasu.Jeśli ktoś się rozwija duchowo musi wiedzieć ,jakie cierpienie stoi za jego mięsnymi posiłkami.Te "posiłki" mają uczucia,kochają swoje dzieci,matki,tęsknią,boją się.....wali im serce ze strachu przed śmiercią,są kopane i szarpane.Siłą ciągnięte na śmierć.Rzucane na ziemię .....Spójrzcie im w oczy,nie odwracajcie wzroku.Jest tyle zamienników roślinnych.Soja to tylko początek.Buraki mają w sobie więcej żelaza niż krew zwierząt,wapń przypisany tylko do nabiału jest także w soi,w brukselce,brokułach.Poza tym tłuszcze zwierzęce skracają życie.A warzywa i owoce wydłużają,zabezpieczają przed wieloma schorzeniami.Kwasy omega 3 można znaleźć w oleju lnianym-nie tylko w rybach ,jajkach ("zerówkach" oczywiście ).

 Żeby nie wyzyskiwać krów,kóz i owiec mlecznych trzeba poszukać w swojej okolicy małej przetwórni mleka.Na pewno jest to jakaś ulga dla tych stworzeń.Bliskość powoduje ,że wyroby te są mniej napchane chemią,która ma wydłyżyć ich trwałość na czas transportu.

Jestem także przeciwna myśliwym.Zabijając bezbronne ,schowane w norach matki z dziećmi-nie wiedzieć czemu i komu zagrażające- dowodzą ,że nie istnieje dla nich Matka.Ta Matka.Święta.Uśmiercili w sobie więź z nią ,i chcą zabić każdy Jej przejaw na Ziemi.Są wobec tego także wrogami kobiet.Bo kobiety to przecież matki.I każda kobieta ,która z nimi jest,jest już odczłowieczona.Jest także wroga Matce i innym kobietom.Brzydzę się myśliwymi i ich rodzinami....

 Bo są gwałcicielami.Mordercami Matki Ziemi .Tak samo jak producenci chemikaliów zatruwających środowisko,jak ci ,którzy wycinają coraz to większe rejony lasów i im podobni.Ziemia jest INTELIGENTNYM,ŚWIADOMYM ORGANIZMEM.Wiele samoistnych procesów na to wskazuje.Niszczenie ,ingerowanie w ten organizm jest więc porównywalne z gwałtem na każdej innej,żywej istocie....